Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co robić w.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co robić w.... Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Co robić w Berlinie?





Stolica Niemiec niezwykle często staje się celem podróży Polaków, szczególnie mieszkańców zachodniej części naszego państwa. Jest to idealne miejsce na jedno-, dwudniową wycieczkę, zarówno w gronie znajomych, jak i z pociechami. W weekend majowy miałam okazję odwiedzić Berlin po raz czwarty, jednak tak naprawdę dopiero teraz zobaczyłam wszystko to, co prawdziwy turysta widzieć powinien (wcześniej moje wyjazdy ograniczały się do Weihnachtsmarkt lub szybkich wizyt przed pobytem w Tropical Island:)). Co zatem warto zobaczyć w Berlinie?

Na początek opiszę Wam trasę, którą pokonaliśmy pieszo w ciągu jednego dnia, a która pozwala na zobaczenie większych atrakcji miasta.


Zamek Bellevue


W samym Berlinie znalazłam się dzięki usługom Polskiego Busa (bilet w dwie strony na trasie Poznań-Berlin ZOB-Poznań 17zł!). Pobudka wcześnie rano, wyjazd o 4.30, na miejscu byliśmy o godzinie 8 rano. Choć centralny dworzec autobusowy miasta znajduje się nieco poza samym centrum, nie było potrzeby, aby korzystać z metra.

Naszą wycieczkę zaczęliśmy od pałacu Charlottenburg. Ten barokowy kompleks to nie tylko piękne, bogato zdobione wnętrza (które, swoją drogą, warto zobaczyć!) ale też ogromny park francuski (tuż za pałacem) oraz park angielski. Bez wątpienia jest to ulubione miejsce spacerów berlińczyków. Wstęp do pałacu jest płatny (12/8EUR), do ogrodów wstęp wolny. Warto też zaznaczyć, że od listopada na placu przed pałacem ma miejsce jeden w piękniejszych jarmarków świątecznych Berlina.




Nieopodal pałacu znajduje się Muzeum Egipskie, którego zbiory uważane są za najciekawsze w Europie. Sarkofagi, rzeźby, malowidła czy fragmenty architektury z pewnością zainteresują także tych, którzy lekcje historii przesypiali ;)

Dalej udajemy się w kierunku ogrodu zoologicznego, do Kaiser-Wilhelm-Gedachtniskirche. Jeden z symboli Berlina, podobno robi wrażenie. Dlaczego podobno? Otóż kościół ten zastałam w remoncie, zasłonięty rusztowaniem od góry do dołu. Niemniej polecam, może będziecie mieli więcej szczęścia.


Zamiast tego...

...zastaliśmy to...

Zaraz nieopodal znajduje się wejście do berlińskiego zoo - ogromnego, idealnego dla fanów takich atrakcji. Z pewnością świetny pomysł na spędzenie popołudnia, jednak cena może trochę odstraszać - bilet łączony zoo+akwarium to koszt 20EUR dla dorosłych i 10EUR dla dzieci. Ja niestety, ze względu na ograniczony czas, musiałam sobie wizytę w zoo odpuścić.


Wejście do berlińskiego ZOO

Niemniej jednak warto odwiedzić sam Tiergarten - ogromny park, pośrodku którego znajduje się kolejny symbol miasta - Kolumna Zwycięstwa. Dla chętnych na jej szczycie znajduje się punkt widokowy.


Kolumna Zwycięstwa

Kierując się na wschód parkowymi alejkami dotrzemy do Reichstagu, siedziby parlamentu Niemiec. Zdecydowanie trzeba zobaczyć! Zainteresowani mogą wejść do środka i z kopuły podziwiać panoramę miasta, ale ostrzegam - kolejki są przerażające. O wiele przyjemniej można spędzić ten czas na Placu Republiki, leżąc na trawie i podziwiając gmach główny ;)




Z Reichstagu już prosta i krótka droga do Bramy Brandenburskiej - znaku rozpoznawczego miasta. Przygotujcie się jednak na tłumy turystów. Brama łączy dwie główne ulice miasta - 17. czerwca oraz Unter den Linden, chyba najokazalszą ulicę Berlina. Na środku Unter den Linden znajduje się bardzo przyjemna aleja spacerowa, wzdłuż której rozciągają się liczne budki z miejscowym przysmakiem - Bratwurst. Ceny jednak są tu dwukrotnie wyższe niż przy Tiergarten czy Alexanderplatz (ok 3EUR, w innych miejscach 1,35EUR ;)) Sam przysmak warto spróbować, w sam raz na mały głód.




Unter den Linden ;-)

Prosto z Unter den Linden wchodzimy na Museumsinsel - Wyspę Muzeów, na której znajdują się najpopularniejsze berlińskie muzea. Ja co prawda miałam czas jedynie na zwiedzenie Muzeum Pergamońskiego, ale z całego serca polecam także pozostałe - Altes Museum, Neues Museum, Bode Museum i Galerię Narodową. Wstępy do pojedynczego muzeum to koszt 14/7EUR, natomiast na całą wyspę 18/9EUR. W cenie biletu jest audioguide, także w języku polskim.


Altes Museum


Boden Museum

Zaraz przy kompleksie muzealnym znajduje się chyba moje ulubione miejsce w mieście - Berliner Dom. Naprawdę przepiękna neobarokowa katedra. Wstęp płatny - 5EUR, ale wnętrze naprawdę robi wrażenie. Na szczycie kopuły także punkt widokowy.




Powoli zbliżamy się do końca wycieczki - pozostała tylko wieża telewizyjna i Alexanderplatz. Wieżę widać niemal z każdego miejsca w Berlinie, jednak z bliska naprawdę robi wrażenie - jest ogromna. Oczywiście można wjechać na samą górę, skąd rozciąga się cudny widok. Na górze byłam co prawda ładnych kilka lat temu, ale pamiętam to jak dzisiaj ;-) Wstęp niestety drogi - 12,50EUR dorośli, 8EUR dzieci.



Oprócz miejsc, które opisałam powyżej, z pewnością warto zobaczyć jeszcze Ogrody Świata w dzielnicy Marzahn. Co prawda dojazd z centrum może zająć nawet 40 minut, jednak z pewnością warto, jeśli zaplanowaliście dłuższy pobyt w Berlinie. Znajduje się tam największy poza granicami Państwa Środka ogród chiński, ogród japoński, balijski, orientalny czy koreański, można także dać się zgubić w labiryncie ogrodu angielskiego. Świetny pomysł na całodniowy wypoczynek na łonie natury, rośliny kwitną tam niemal przez cały rok ;-) Całodniowy bilet wstępu w sezonie to koszt rzędu 4/1,5EUR.






Z bardziej praktycznych rzeczy - bilet na przejazd metrem do trzech przystanków kosztuje 1,40EUR, natomiast bilet dwugodzinny 2,40EUR. Więcej raczej nie będzie potrzebne. I drobna uwaga - w centrum bardzo ciężko znaleźć jakikolwiek sklep spożywczy, lepiej zaopatrzcie się w prowiant zawczasu ;-)

Mam nadzieję, że będziecie się świetnie bawić w Berlinie!



poniedziałek, 10 września 2012

Barcelona i Malgrat de Mar w praktyce.

Pisałam już o tym, co robić w Barcelonie. Teraz podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami z pobytu w tym mieście i na Costa Brava. Będzie trochę zdjęć, trochę porad praktycznych, mnóstwo komplementów. 

Zaczniemy od Barcelony. Wybraliśmy się tam zaraz drugiego dnia naszego pobytu w Hiszpanii, w niedzielę. Miejscowość Malgrat de Mar, w której nocowaliśmy, znajduje się na szczęście w piątej podmiejskiej strefie Barcelony, zatem pociągi w tym kierunku odjeżdżają co pół godziny. Tory niemal przez całą godzinną drogę biegną wzdłuż wybrzeża, tuż przy samej plaży. Widoki są zachwycające! Jeśli wybieracie się do Hiszpanii większą grupą, lub na zwiedzanie Barcelony planujecie przeznaczyć więcej dni, polecam wykupienie biletu T-10, który obowiązuje na 10 półtoragodzinnych przejazdów. Koszt tego biletu 30,95EUR, zatem pojedynczy przejazd do Barcelony z tym biletem kosztuje trochę ponad 3EUR. Kupując pojedynczy bilet na tej trasie zapłacimy około 4,50EUR, jest to zatem dość spora różnica ;-)


Sagrada Familia

My zwiedzanie rozpoczęliśmy od słynnej Sagrady Familii, wysiadając na stacji El Clot-Arago. Dziesięć minut spacerkiem i już jesteśmy pod monumentalnym dziełem Gaudiego. Przyznam - Sagrada nie jest przereklamowana ani trochę! Robi piorunujące wrażenie z każdej strony! Zdecydowanie namawiam także do wizyty w świątyni. Choć cena biletu wstępu może odstraszać (ulgowy 12,30EUR), nie będziecie żałować. Jedna uwaga - bilety zakupcie przed wyjazdem przez internet tutaj, unikniecie stania w ogromnych kolejkach!


Katedra św. Eulalii

Wszystkie miejsca, o których pisałam w tym poście: http://maketravellingcheapandeasy.blogspot.com/2012/07/co-robic-w-barcelonie.html, są warte odwiedzenia. Wcześniej nie wspomniałam jednak o bazylice św. Marii Morskiej, która jest przepiękna, podobnie jak katedra św. Eulalii. Wstęp do obydwóch kościołów jest bezpłatny (przynajmniej w niedzielę, przewodnik informuje, że wstęp do katedry kosztuje ok. 5EUR!). Na mnie ogromne wrażenie wywarł także Łuk Triumfalny. Według mnie Brama Brandenburska się umywa ;-)


Łuk triumfalny

Koniecznie udajcie się także do Parc de la Ciutadella. Znajduje się tam Zamek Trzech Smoków, Ogród Botaniczny, zoo, przepiękna kaskadowa fontanna oraz stawek, w którym można popływać łódką. Innym parkiem wartym zobaczenia jest Parc de Montjuic - zarówno w dzień, jak i w nocy. Zamek, Muzeum Sztuki oraz pokaz fontann w nocy to prawdziwy raj dla oczu! Szczególnie zachęcam do zobaczenia pokazu fontann - sceneria jest przepiękna!

Barceloński port to kolejne przyjemne miejsce - latarnia morska, muzeum morskie, no i chluba Barcelony - Akwarium. Byłam, zobaczyłam, jestem zadowolona, choć spodziewałam się czegoś więcej. Ale mimo wszystko oceanarium warto odwiedzić ;-)


Font de la Cascada w Parc de la Ciutadella

Uczciwie mogę powiedzieć, że całą Barcelonę da się zwiedzić pieszo. I my tego dokonaliśmy ;-) Dzięki temu naprawdę odczuliśmy klimat miasta i poznaliśmy je od mniej turystycznej strony. Oczywiście, jeśli chcecie wybrać się na wzgórze Tibidabo, co gorąco polecam, warto podjechać metrem, gdyż z centrum jest tam dość daleko. Podobnie z Camp Nou. Całą resztę ze spokojem możecie obejść pieszo! Dla zainteresowanych podam ceny biletów komunikacji miejskiej. Jeśli planujecie dużo jeździć metrem, polecam wykupić bilet dzienny za niecałe 6EUR. Jeśli zależy Wam na pojedynczych przejazdach, warto wykupić bilet T-10 za niecałe 10EUR - może z niego korzystać kilka osób!

Pamiętajcie także o sjeście - zazwyczaj w godzinach 15-17! Część atrakcji jest wtedy zamykana, podobnie jak sklepy spożywcze.


Bazylika św. Marii Morskiej
 
To tyle o Barcelonie. Skupmy się teraz na Malgrat de Mar, gdzie nocowaliśmy. Jeśli szukacie taniego noclegu w pobliżu Barcelony i jednocześnie chcecie wypocząć trochę nad morzem, polecam firmę Vacansoleil. Jest to sieć kempingów w całej Europie, która oferuje naprawdę tanie i komfortowe wczasy. Do wyboru są różne opcje zakwaterowania, my wybraliśmy w pełni wyposażony namiot. Muszę przyznać, że byliśmy bardzo zadowoleni. W namiotach znajdują się łóżka, kuchnia z całym sprzętem (lodówka, kuchenka, naczynia), krzesła i stoły ogrodowe, grill. I co najważniejsze - do morza mieliśmy 15 metrów! Dodatkowo wieczorami organizowane były różne pokazy, np. taniec brzucha czy węże, mimo, że było już po sezonie. Za tygodniowy pobyt zapłaciliśmy 90PLN od osoby. Taniej to nawet w Polsce nie spędzicie wakacji ;-) Przed wyjazdem trochę naczytałam się o tej firmie - czasami negatywnych opinii. Jednak my jesteśmy bardzo zadowoleni, nie było żadnych problemów.

Kuchnia

W związku z zainteresowaniem dodaję fotki z kempingu - Els Pins. Jest też film, niestety na razie nie mogę odtworzyć go na komputerze. Dodam jeszcze, że na kempingu są dwa baseny - jeden płytki dla dzieci, drugi duży, pole do gry w petanque (po polsku bule :D) oraz supermarket, w namiotach prąd. Wybaczcie bałagan w namiocie, ważne, że wszystko widać - pełne wyposażenie, jest nawet ekspres do kawy. W namiocie są trzy dwuosobowe sypialnie, pięć osób dorosłych ze spokojem się zmieści. ;-)


I przed namiotem...
Samo Malgrat jest malowniczą miejscowością. Dużym plusem są naprawdę szerokie i czyste plaże. Jest tu też kilka atrakcji - stary kościół w centrum miasta, Parc del Castell na wzniesieniu, z którego roztacza się przepiękny widok na całą okolicę (i ciekawostka - wjeżdża się do niego windą!) oraz Parc Francesc Macia - raj dla najmłodszych, choć i my świetnie się tam bawiliśmy - niesamowite place zabaw ;-)


Widok z Parc de Castell

Jeśli chodzi o ceny produktów spożywczych to są porównywalne do tych w Polsce. My zakupy robiliśmy w Aldi, więc cały wyjazd wyszedł nas bardzo tanio. Droższe są tu jedynie warzywa i owoce oraz lody. Jedzenie na mieście jest w różnych cenach - można zjeść kebab za 3EUR, można miejscowy przysmak Paellę za 13EUR - wybór należy do Was ;-)

Zdecydowanie polecam też zaplanowanie wczasów na wrzesień - pogoda jest przepiękna, morze ciepłe, a nie ma takich tłumów, no i ceny niższe ;-)


Sagrada Familia

Mam nadzieję, że informacje okażą się pomocne!

piątek, 10 sierpnia 2012

Co robić w Londynie?



Drugi z kolei post z serii "Co robić w..." poświęcony jest trzeciemu co do wielkości miastu Europy. Londyn, bo o nim mowa, jest jednym z tych miast, które trzeba zobaczyć. Spełniliście już ten obowiązek? Jeśli nie, zapraszam do lektury, może okazać się pomocna podczas Waszej wizyty w tym niesamowitym mieście ;-)

ZABYTKI

Miasto, którego historia sięga I wieku, musi obfitować w zabytki! Pod tym względem Londyn zdecydowanie Was nie zawiedzie. I uwaga - weekend spędzony w tym mieście może nie starczyć na zobaczenie wszystkiego! Ja w listopadzie zeszłego roku spędziłam tam pełne dwa dni i mam ogromny niedosyt! O rany, jest tego tak wiele, że nawet nie wiem od czego zacząć! Ograniczę się więc chyba tylko do tych sztandarowych punktów "programu".

Właściwie większość głównych zabytków Londynu znajduje się bardzo blisko siebie. Warto zacząć od The City of London, gdzie znajdziecie Tower of London, Tower Bridge (nie mylić z London z Bridge, który znajduje się w sąsiedztwie ;-)), Katedrę św. Pawła oraz London Eye.




Aby logistycznie rozplanować podróż, zwiedzanie proponuję zacząć od Katedry św. Pawła. Symbol odrodzenia Londynu po pożarze, który nawiedził miasto w 1666 roku stale zachwyca swoją monumentalnością. Charakterystyczna kopuła pokrywająca świątynię stała się już niemal symbolem Londynu. Wewnątrz znajdziemy trzy galerie: Stone Gallery, Whispering Gallery (niesamowita akustyka) oraz Golden Gallery. To właśnie tu książę Karol poślubił Lady D.! Bilet wstępu może zniechęcać (jak z resztą większość płatnych zabytków miasta) - bez zniżek jest to koszt rzędu 15GBP. W niedzielę można jednak wejść do świątyni za darmo na czas nabożeństwa, nie zwiedzimy jednak wtedy wyżej wymienionych galerii a katedrę podziwiać będzie można wyłącznie z kościelnej ławy.




Po wizycie w katedrze najlepiej jest udać się promenadą spacerową tuż nad Tamizą aż do Tower of London - naprawdę wspaniałe widoki! Samo Tower of London zrobiło na mnie ogromne wrażenie, mimo, że nie miałam czasu, aby wejść do środka. Wierzcie mi, żałuję tego do dzisiaj. Wzniesione w 1078 roku, było uważane za więzienie, z którego nie ma szans na ucieczkę. W licznych komnatach podziwiać możemy zbroje, broń, klejnoty oraz insygnia królewskie (m.in. berło z największym na świecie brylantem!). Bilet wstępu bez zniżek kosztuje niecałe 21GBP, warto jednak zakupić bilet wcześniej przez internet, wówczas cena wynosi 18GBP! ;-)




Prosto z twierdzy kierujemy się na Tower Bridge - prawdopodobnie najpopularniejszego zwodzonego mostu świata. Dwie charakterystyczne wieże robią naprawdę fenomenalne wrażenie, gdy o poranku wyłaniają się z gęstej mgły! Przepięknie oświetlony jest także nocą. Oprócz przespacerowania się mostem z jednego brzegu Tamizy na drugi można także wejść do wież i podziwiać panoramę miasta z wysokości. Zazwyczaj są tam także różne wystawy. Przyjemność taka dorosłych kosztuje 8GBP.




Aby nasza wycieczka miała sens, przechodzimy na drugą stronę Tamizy i udajemy się ponownie promenadą pod London Eye! Spacer ten trochę potrwa (odległość to ok. 3 kilometrów), ale warto - po drodze koniecznie zahaczcie o HMS Belfast - słynny brytyjski krążownik z czasów II wojny światowej. Na pokładzie na własnej skórze przekonacie się jak to było żyć i pracować na okręcie wojennym oraz po krótce zapoznacie się z jego historią. Bilety wstępu zawierające wirtualnego przewodnika to koszt 14GBP.
Samo London Eye robi naprawdę oszałamiające wrażenie - w końcu to największe na świecie koło widokowe! 200 razy większe od zwykłego koła rowerowego, daje szansę na podziwianie panoramy Londynu w promieniu 48 kilometrów! Jednocześnie w powietrzu może znajdować się aż 800 osób, a cała przyjemność trwa około 30 minut. Bilety rezerwowane przez internet są 20% tańsze i ich cena wynosi 17GBP. Jest także możliwość zakupienia biletu łączonego z innymi atrakcjami, np. Muzeum Madame Tussaud. Więcej informacji na ten temat tutaj.


Pałac Westminsterski z Big Benem

Po przeciwnej stronie rzeki, na przeciwko London Eye, znajduje się natomiast Pałac Westminsterski wraz ze słynną wieżą zegarową i znajdującym się w niej dzwonem Big Benem. W Pałacu znajduje się aż 1000 pokoi, a najstarsza jego część wybudowana została już w 1097 roku! Już sama neogotycka fasada zapiera dech w piersiach!


Westminster Abbey

Tuż za Pałacem znajduje się wszystkim doskonale znane (chociażby ze ślubu Williama i Kate ;-)) Opactwo Westminsterskie. To tam, niezmiennie od 1066 roku, odbywają się koronacje, tam też obchodzone są wszystkie uroczystości związane z rodziną królewską. Znajdziecie tam m.in. grób Elżbiety I oraz krzesło koronacyjne z 1301 roku, na którym koronowani byli wszyscy, za wyjątkiem dwóch, następcy tronu brytyjskiego. Wstęp 16GBP.




No i wreszcie, przemieszczając się ulicą Birdcage Walk, dojdziemy do Pałacu Buckingham. Choć jest on bardzo reprezentatywny, muszę przyznać, że na mnie zrobił chyba najmniejsze wrażenie spośród pozostałych zabytków Londynu. Oczywiście - jest to ogromna frajda móc stanąć tam i zrobić sobie zdjęcie, a wieczorem wypatrywać w oknach rodziny królewskiej przy zapalonych w komnatach światłach ;-) Jednak tłumy pod Pałacem trochę zniechęcają. Ciekawa natomiast jest uroczysta zmiana warty, odbywająca się codziennie o godzinie 11.30 od kwietnia do lipca, i co drugi dzień w pozostałych miesiącach. Kilka komnat udostępnionych jest także zwiedzającym. Bilet wstępu to koszt, z tego co pamiętam, 22GBP.

Oczywiście są to tylko najważniejsze zabytki Londynu. W mieście tym jest ich tak dużo, że nie sposób opisać je wszystkie. Poza tym trzeba by spędzić tam chyba z miesiąc, żeby wszystko zobaczyć ;-) Mam tylko jedną radę dla tych, którzy planują wycieczkę do Londynu - nie przeliczajcie funtów na złotówki ;-) Jak widzicie, bilety wstępu do obiektów są bardzo drogie, ale kto wie, czy jeszcze kiedyś będziecie mieli okazję odwiedzić Londyn. Ja strasznie żałuję, że nie zdecydowałam się wejść do niektórych miejsc, bo po pierwsze - zabrakłoby mi gotówki,  a po drugie - trochę szkoda mi było pieniędzy. Teraz natomiast nie mogę się doczekać, kiedy ponownie udam się do Londynu i nadrobię zaległości z tamtego wyjazdu ;-)

ATRAKCJE

W Londynie nie można się nudzić! Nawet zwykły spacer uliczkami miasta jest fascynujący. Przede wszystkim jednak Londyn jest miastem muzeów - jest ich tu ponad 200. I co najważniejsze - duża ich część jest darmowa! Przygotujcie się więc na wielogodzinne zwiedzanie, dwie godziny w jednym muzeum mogą nie starczyć!


Natural History Museum


Niestety, muzea po Londynie są nieco rozrzucone. Przy okazji wizyty pod Buckingham Palace najlepiej jest udać się do trzech, chyba najpopularniejszych, muzeów, znajdujących się w sąsiedztwie przy Exhibition Road: Muzeum Nauki (Science Museum),  Muzeum Historii Naturalnej (Natural History Museum) oraz Muzeum Victorii i Alberta. Wstęp do każdego z nich jest darmowy. Na te miejsca przeznaczcie dużo czasu - muzea są ogromne! W Muzeum Nauki oprócz zapoznania się z rozwojem brytyjskiego przemysłu, nauki, techniki czy żeglugi możemy także pobawić się w małych odkrywców, dzięki różnym multimedialnym atrakcjom (m.in. można zobaczyć siebie za 30 lat, a także o odmiennej płci!). Muzeum Historii Naturalnej to z kolei podróż w czasie do początków naszej planety. Szkielety zwierząt, prehistoryczne rośliny oraz symulacja trzęsienia ziemi, w której można wziąć udział to tylko nieliczne z atrakcji tego miejsca ;-) Była nauka, historia, jest i sztuka. Muzeum Victorii i Alberta to zbiór eksponatów nawet sprzed 5000 lat. Znajdziemy tam m.in. stroje, ceramikę, malowidła z całego świata! Szczególnie polecam artystycznym duszom ;-)


Marble Arch

Z Exhibition Road blisko już do Hyde Parku - najpopularniejszego królewskiego parku Londynu. Świetne miejsce na trochę odpoczynku dla naszych nóg po całym dniu zwiedzania, ale nie tylko. Znajduje się tu Marble Arch, czyli oryginalna brama Pałacu Buckingham z I połowy XIX wieku. Została stamtąd przeniesiona, bo... okazała się za wąska dla królewskiej karety ;-) Dziś więc zdobi wejście do parku od jego północno-wschodniej strony. Także tu znajduje się Speakers' Corner - symbol wolności słowa. Możecie wygłosić tam swoje poglądy, pod warunkiem, że nie obrażacie królowej!




Idąc z muzeów do Hyde Parku nie zapomnijcie odwiedzić Brompton Road, przy której znajduje się słynny Harrods! Nawet jeśli nie stać Was na zrobienie tam zakupów, warto chociaż wejść i ponapawać się widokami - całe siedem pięter jest do Waszej dyspozycji ;-) Jeśli natomiast opuszczacie park przez Marble Arch, koniecznie udajcie się na Oxford Street - najpopularniejszą ulicę handlową Londynu. To istny raj dla fanek zakupów! Nawet jeśli nie lubisz zakupów, warto przespacerować się tą ulicą - na jej końcu znajduje się bowiem Muzeum Brytyjskie, jedno z największych na świecie muzeów historii starożytnej. Podobnie jak w poprzednich muzeach, już sama fasada budynku jest imponująca. Wewnątrz znajdziecie natomiast wiele ciekawych eksponatów, m.in. mumie egipskie czy rzeźby z ateńskiego Partenonu. Wstęp oczywiście bezpłatny.

Jeśli doszliście już tak daleko, możecie udać się do pobliskiego Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud, znajdującego się przy Marylebone Road. Ja jednak tam nie byłam. Przed wyjazdem wszyscy odradzali mi wizytę w tym miejscu - nie dość, że drogo, to na dodatek nic nie ciekawego. Wstęp kosztował wtedy 25GBP.

Zataczając koło udajcie się natomiast na Trafalgar Square - głównego miejsca spotkać Londyńczyków oraz na Downing Street, gdzie pod numerem 10 mieszka premier Wielkiej Brytanii. Miłe uczucie przechadzać pod rezydencjami najważniejszych głów w państwie ;-)


Imperial War Museum


Stąd już niedaleko do Imperial War Museum, znajdującego się po drugiej stronie rzeki. A naprawdę polecam wizytę w tym miejscu! Podobnie jak warszawskie Muzeum Powstania Warszawskiego, to miejsce będę odwiedzać przy każdej wizycie w Londynie. Oprócz eksponatów (niemal wszystkiego można dotknąć!) w muzeum można doświadczyć życia na okręcie podwodnym (nawet poczuć zapach, a raczej smród, jaki tam panował!). Niezwykle wzruszające są też nagrania z opowieściami świadków wojen i holokaustu. Wstęp także bezpłatny.




Jeśli dysponujecie czasem możecie wybrać się na O2 Arenę oraz do Greenwich, gdzie znajduje się południk 0, jest to jednak dość daleko. Warto wybrać się także do China Town - możecie skosztować prawdziwych chińskich smakołyków, ja dodatkowo zaopatrzyłam się w chińskie gazety, których niestety na razie nie potrafię jeszcze przeczytać ;-)

CIEKAWOSTKI I PORADY PRAKTYCZNE

Czy wiecie, że londyńskie metro jest najbardziej rozbudowanym metrem świata? 270 stacji i ponad 400 kilometrów linii to niepodważalny dowód! Wierzcie mi, przy pierwszej wizycie w tym mieście nie jest łatwo ogarnąć komunikację miejską, przez co niejednokrotnie korzystałam z pomocy uprzejmych pracowników metra. Przejazdy także nie należą do najtańszych, dlatego warto zaopatrzyć się w londyńską kartę OYSTER. Dzięki niej bilety na przejazdy są nieco tańsze. Kartę taką możecie wyrobić na miejscu w biurze informacji turystycznej lub specjalnych punktach firmy za 10GBP. Następnie wystarczy ją doładować odpowiednią kwotą w specjalnych automatach na stacji metra, za każdym razem, gdy będziecie w Londynie. Kartę możecie też pożyczyć od znajomych/krewnych - nie jest imienna ;-)




Mówi się, że aż 30% Londyńczyków to single. Wakacje w tym mieście to zatem idealna okazja na poznanie miłości życia! ;-)

Londyn to także jedno z najbrudniejszych miast świata - to tu pojawił się pierwszy smog. Ja jednak niczego takiego nie zauważyłam. Byłam wręcz w szoku, jak czyste jest centrum miasta!


St Pancras

Najtańszym sposobem na nocleg w Londynie są hostele. Bardzo popularne są wieloosobowe sale sypialniane. Podczas mojego pobytu nocowałam w hostelu Clink78 i szczerze polecam to miejsce. Znajduje się w rewelacyjnym miejscu, tuż przy stacji metra King's Cross St Pancras, która swoją drogą jest przepiękna. Nocleg w sali wieloosobowej nie jest zbyt drogi, za to atmosfera jest świetna, a śniadanie (wliczone w cenę) wyśmienite! Można się najeść na cały dzień ;-)

A jak zgłodniejecie koniecznie spróbujcie fish and chips!



 P.S. Już ponad 100 osób lubi moją stronę na Facebook'u. Dziękuję Wam za to z całego serca i mam nadzieję, że będzie Was więcej! ;-)

niedziela, 29 lipca 2012

Bodrum!


No i wróciłam, o czym pewnie wiecie z poprzedniej notki! Muszę Wam powiedzieć, że jestem oczarowana Bodrum! Zwłaszcza, że trafiłam tam zupełnie przez przypadek. Dlaczego? 



Otóż na początku moim celem podróży miała być Alanya. Niestety (albo i stety) na godzinę po tym, jak wpłaciłam pieniądze na wycieczkę, biuro podróży Sky Club ogłosiło upadłość. Cóż... Taki już mój pech. Na szczęście pracownik biura podróży z mojego miasta nie zdążył do banku z pieniędzmi i całą kwotę zwrócono! Zatem poszukiwania idealnego miejsca na urlop zaczęły się na nowo. I tak oto trafiłam do malowniczego Bodrum w Turcji Egejskiej, ulokowanego na górskich stokach ;-)


 

Dawniej Halikarnas, w Bodrum znajdziecie wszystko to, czego szukacie podczas wakacji - przejrzyste morze, zabytki i mnóstwo miejsc, gdzie można zabawić się wieczorem. Wierzcie mi, to miasto tętni życiem. Jest to podobno turecka "perełka" - wypoczywa tam elita krajowego showbiznesu, politycy, ludzie powszechnie znani. Dlatego też pan w biurze podróży bardzo się pomylił mówiąc mi, że Turcja Egejska jest, cytuję, "bardziej dzika" od Riwiery. Nic bardziej mylnego! Bodrum przypomina raczej kurorty chorwackie czy greckie - pewnie ze względu na bliskość wysp tego drugiego kraju. No może z tą różnicą, że tu pięć razy dziennie da się słyszeć melodyjne nawoływanie do modlitwy ;-)




Przede wszystkim jednak jest tam drożej niż na przykład w Side czy Alanyi, sprzedawcy nie są aż tak chętni do targowania się (może dlatego, że przeważają tam ekskluzywne butiki z wyrobami ze skóry - ahhh te torebki!), a główną walutą jest lir turecki (rzadko kiedy napotkacie ceny podane w euro). No i mało tam Polaków!




Zacznijmy od plaży. Niektórym może to przeszkadzać, ale jak dla mnie jest to tylko i wyłącznie zaleta - plaże są żwirowe. Dzięki temu woda nie jest mętna, a po wysmarowaniu się olejkiem nic nie lepi się do ciała ;-) Plaża co prawda jest wąska, ale naprawdę, wierzcie mi, nie ma tam tłumów. O każdej porze dnia znajdziecie tam wolne leżaki i parasole (o dziwo - bezpłatne! wbrew temu, co napisane było w katalogu). Co więcej, kilkadziesiąt metrów od plaży, przy porcie, znajduje się darmowa siłownia na świeżym powietrzu. Zatem przyjemne z pożytecznym. Według mnie temu miejscu blisko do plażowego raju na Ziemi ;-)




Co zwiedzić w Bodrum? Macie kilka możliwości. Główną atrakcją miasta jest XV-wieczny Zamek św. Piotra, znajdujący się w samym centrum miasta. Wybudowany na cyplu, przepięknie wygląda oświetlony nocą. Niestety aparat, który miałam ze sobą, nie pozwolił mi na uwiecznienie go w całej swej okazałości. W zamku znajduje się Muzeum Archeologii Podwodnej. Wstęp 10EUR. 


Na cud świata to to nie wygląda... ;-)

Bodrum jednak jest najbardziej znane z jednego z siedmiu cudów świata - Mauzoleum. Tak, to właśnie tu znajduje się słynny grobowiec Mauzolosa. Niestety, dziś oglądać możemy tam tylko ruiny. I kolejna, niemożliwa do przeoczenia wizytówka miasta - antyczny teatr z IV w. p.n.e. wznoszący się majestatycznie na wzgórzu ponad miastem.




Po całym dniu zwiedzania posilić możecie się w jednej z nadbrzeżnych restauracji. A jest ich naprawdę sporo! Dodatkowo będzie to posiłek bardzo romantyczny - o zmroku plaża zamienia się w jedną wielką salę restauracyjną pod gołym niebem. A zjeść możecie wszystko - tradycyjne tureckie potrawy, jedzenie typu fast food, kuchnia włoska, francuska, owoce morze - czego tylko dusza zapragnie. 


 Bodrum pełne jest krętych, urokliwych uliczek. Do tego stopnia, że przez pierwsze dwa dni wracając do hotelu z plaży gubiłyśmy się ;-)

Imprezowicze będą wniebowzięci wizytą w tym mieście. To tu znajduje się podobno największa i najlepsza w kraju dyskoteka na świeżym powietrzu - "Halikarnas". Codziennie odbywają się tam spektakle i pokazy taneczne mające jeszcze bardziej umilić zabawę. Jedynie cena biletu może odstraszać - 30EUR. Ale za to wrażenia niezapomniane! Bez obaw, jeśli Wasze fundusze są mocno ograniczone. Na pewno będziecie się świetnie bawić w jednym z licznych klubów przy promenadzie!





We wtorki i piątki nieopodal dworca autobusowego odbywa się targ. Kupić tam możecie wszystko - torebki Louis Vuitton za 6 EUR, bieliznę od  Armaniego czy polówki Hugo Bossa ;-) Nie zabraknie też skórzanych pasków, oczywiście opatrzonych odpowiednim logo, czy skarpetek. Do tego tłumy turystów i nawoływania przekupek z każdej strony. Wracając z targu koniecznie wstąpcie na sok świeżo wyciskany z pomarańczy - 1 EUR, a jaki pyszny!


Otoczenie może niezbyt zachęcające, za to sok pierwsza klasa.

No to płyniemy!

Ale ale! Będąc w Bodrum grzechem jest nie popłynięcie na pobliską grecką wyspę Kos, do miasta o tej samej nazwie! Jest to świetna opcja na całodniową wyprawę. Mamy dwa sposoby dotarcia na wyspę - wodolot, którego rejs trwa 2h (wg informacji uzyskanej w porcie) oraz katamaran, który na wyspę dociera w 20 minut. Koszt pierwszego to 12EUR, drugiego - 16. Ja wybrałam ten szybszy środek transportu. Bilety zakupić można w porcie lub w miejscowych biurach podróży. Katamaran wypływa z portu o godzinie 9.15, z Kos natomiast o 17.30, zatem cały dzień możemy spędzić w Grecji. 






Jak dla mnie było to wystarczająco dużo czasu, aby zobaczyć główne atrakcje wyspy: antyczną Agorę, z której w większości pozostały tylko kamienie, Plateia Ekeftherias oraz Zamek Rycerski. No i malowniczą biało-niebieską uliczkę, zdecydowany hit wśród turystów! ;-) 






Znalazłam też czas na zapuszczenie się w mniej znane rejony miasta (można najeść się na cały dzień znalezionymi winogronami i granatami, a dodatkowo zaopatrzyć w limonki do drinków ;-)) i plażowanie. Naprawdę polecam wycieczkę!




Nigdy nie wiadomo, co można spotkać na swej drodze ;-)



Zachęcam też do skorzystania z usług miejscowych biur podróży (są dwa razy tańsze od wycieczek wykupowanych u rezydentów, a równie rzetelne!), szczególnie znajdujące się przy głównej promenadzie biuro Bodex. Przemiła obsługa i szeroki wybór wycieczek fakultatywnych. Dodatkowo gratisy! My z mamą zdecydowałyśmy się na "jeep safari". W grę wchodził jeszcze rafting, w Pamukkale byłyśmy podczas wcześniejszej wizyty w Turcji. 






Całodniowa wycieczka po pobliskich górach z przepięknymi widokami na morze i miasto w dole oraz nieznane turystom miejsca - było naprawdę świetnie. W programie była m.in. rajska zatoczka, jezioro żółwi, turecka wioska z farmą wielbłądów (miałam okazję osobiście poznać czempiona walk wielbłądów ;-)) oraz wodne cysterny. Bardzo przyjemnie spędzony czas a i widoki zapierające dech w piersiach. Trochę też potrzęsło na górskich bezdrożach! 


Żeby mieć zdjęcie z żółwiem, trzeba go sobie najpierw złapać!

Czy wyglądam na gościa, który wygrywa walki wielbłądów?!

A dodatkowo do tej wycieczki otrzymałyśmy z mamą gratis wizytę w hammamie, czyli łaźni tureckiej! Mówię Wam, jak tam było przyjemnie ;-) Sauna, kąpiel w solance, następnie właściwa łaźnia w marmurowej sali, peeling całego ciała i masaż pianą - żyć nie umierać! Na koniec opatulili nas ręcznikami i umieścili na leżakach na tarasie na dachu budynku. Świetna sprawa, polecam nie tylko kobietkom ;-)


Kto pierwszy do wody!!!

To chyba tyle, jeśli chodzi o samo miasto. Wybaczcie mój nieco przewodnikowy styl pisania, ale przez ostatnie pół roku byłam na stażu w biurze podróży, gdzie pisałam artykuły na stronę internetową - nie mogę pozbyć się tego nawyku! ;-) No i daty przy zdjęciach, dopiero w domu zauważyłam, że były włączone!!!