wtorek, 19 września 2017

Bangkok w jeden dzień - czy to możliwe?

Nasz pobyt w Tajlandii zaczęliśmy od Bangkoku. Przez opóźnione loty na zwiedzenie miasta zostało nam.... niecałe 1,5 dnia. To zdecydowanie za mało, zwłaszcza, że Bangkok może pochłonąć ;) Staraliśmy się jednak wykorzystać ten dzień do maksimum. Myślę, że jak na tak ograniczony czas, udało nam się zobaczyć całkiem sporo.




Gdzie mieszkaliśmy?

 

Chcieliśmy być blisko życia nocnego i wydarzeń, ale nie w jego centrum. Dlatego zdecydowaliśmy się na niewielki hostel 3 Howw Hostel oddalony zaledwie kilkaset metrów od słynnej mekki backpackersów Khao San Road. To miejsce mogę Wam śmiało polecić! Hostel jest przytulny, a obsługa przyjacielska i pomocna. Standard łazienek jest w porządku, pokoje są klimatyzowane, a śniadania smaczne. Niewątpliwą zaletą jest cena - za pokój dwuosobowy ze śniadaniem zapłaciliśmy zaledwie 34zł/os/noc.

P.S. Jeśli planujecie w najbliższym czasie wyjazd, możecie skorzystać z mojego kodu rabatowego, dzięki któremu otrzymacie 60 zł zwrotu za swoją pierwszą rezerwację noclegu przez portal Booking.com. Wystarczy, że zarejestrujecie się przez >>> TEN <<< link.

 

Khao San Road

 

Skoro już jesteśmy przy Khao San Road, to od razu kilka słów o tej ulicy. To tzw. must have na mapie Bangkoku. Miejsce, do którego turyści zazwyczaj kierują swoje pierwsze kroki, bo to tu znajduje się najwięcej hosteli. Przez internautów nazywane ulicą niekończącej się imprezy.

Wychodząc rano z hostelu na zwiedzanie mieliśmy przed oczami zatłoczoną 24/7 ulicę. Właściwie trafiliśmy tam od razu przez przypadek i... mocno się zdziwiliśmy, bo Khao San była całkowicie pusta! Szybko przeszliśmy przez śpiącą ulicę zastanawiając się, co wszyscy mieli na myśli pisząc o tętniącej życiem ulicą.


Khao San po południu


Khao San nocą




Przekonaliśmy się o tym kilka godzin później, gdy wracaliśmy po południu do hostelu i wieczorem, gdy wybraliśmy się tam na kolację. W ciągu dnia ulica zmieniła się nie do poznania. Wszędzie porozstawiane były stragany, na których kupić można dosłownie wszystko - od podrabianych japonek, koszulek i zegarków, hippisowskich ubrań, po świeże soki owocowe, pad thai czy skorpiony na patyku. Do tego dodajcie tłum naganiaczy, morze turystów, głośne bary i restauracje. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że na Khao San można dostać wszystko. Raczej trudno znaleźć tam Tajów ;-) My na tej ulicy spędziliśmy chwilę jedząc kolację i szybko uciekliśmy w boczną uliczkę na masaż. W Tajlandii kosztuje on grosze nawet w najbardziej turystycznej dzielnicy, a jest to coś, czego trzeba spróbować. W Bangkoku godzinny masaż całego ciała kosztuje od 200 do 350 bahtów.


 

Nadbrzeże rzeki Menam

 

Pierwszą połowę dnia spędziliśmy spacerując wzdłuż rzeki Menam. Pierwszym punktem był Pak Khlong (Flower Market). To największy w Bangkoku, czynny 24 godziny na dobę targ kwiatowy. Można tam kupić tysiące gatunków kwiatów, które zachwycają barwami i kształtami oraz tradycyjne ofiarne ozdoby z kwiatów, które składane są w świątyniach.





Po targu kwiatowym przeszliśmy mostem na drugi brzeg rzeki, gdzie znajdują się najpopularniejsze świątynie w Bangkoku. Pierwsza z nich to wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO Prayurawongsawat. Nasza ulubiona. Świątynia nie jest zbyt popularna wśród turystów, dlatego bardzo Wam ją polecam. Panuje tam cisza i spokój, dzięki czemu można się cieszyć pięknem tego miejsca. Przy świątyni znajduje się też zadbany ogród z drzewkami bonsai i żółwiami pływającymi w stawie. Wstęp do tej świątyni jest darmowy.




























Następnie przeszliśmy do chińskiej świątyni Kuan Im oraz Kalayanamit. Ten drugi, olbrzymi kompleks świątynny był akurat modernizowany z zewnątrz. Warto tam jednak zajrzeć. Kalayanamit jest często pomijany przez turystów na rzecz kolejnych świątyń, dlatego można się bez zgiełku nacieszyć zapachem kadzidełek i klimatem tam panującym. Jak w każdej buddyjskiej świątyni, przed wejściem należy zdjąć buty i okryć ramiona. W środku czeka na nas olbrzymi, 15-metrowy posąg Buddy pokryty warstwą złota. W końcu mottem tej świątyni jest dobrobyt ;-)



























Z Wat Kalayanamit mamy już tylko kilka kroków do najwspanialszej, górującej nad pozostałymi świątyni - Wat Arun. Świątyni świtu trudno odmówić uroku - wysoka biała kopuła, zdobiona misternymi rzeźbami i soczystymi barwami robi ogromne wrażenie. Niestety, ona także podczas naszej wizyty była remontowana. Wstęp do świątyni jest płatny i kosztuje 50 bahtów. Kompleks stanowi jeden 104-metrowy prang i cztery otaczające go niższe wieże. Zwykle można się wspiąć po stromych schodkach na górę, jednak przez renowację my nie mogliśmy tego zrobić. Na pewno cudownie byłoby odwiedzić tę świątynię, gdy nie ma w niej jeszcze tłumu turystów.



























Przed Wat Arun znajduje się mały targ, na którym można kupić pamiątki czy coś do jedzenia. Znajdziemy tam także przystań, z której łódką przepłyniemy z powrotem na drugą stronę rzeki. To ogromna przyjemności, a kosztuje jedynie 3 bahty, czyli ok. 30 groszy.

Niewielki stateczek wysadza nas bezpośrednio przy Wielkim Pałacu Królewskim, niewątpliwie największej atrakcji Bangkoku. Bilet wstępu kosztuje 500 bahtów, czyli bardzo dużo jak na warunki tajlandzkie. Warto także pamiętać, że na terenie kompleksu obowiązuje surowy dress code. Mężczyźni muszą mieć ubrane długie spodnie i koszule z rękawami, kobiety natomiast muszą mieć zakryte nogi i ramiona. Nie można też mieć bosych stóp. Chyba mieliśmy jakiegoś pecha, bo do Wielkiego Pałacu Królewskiego także nie udało nam się wejść. W listopadzie ub. r. Tajlandia była w żałobie po śmierci swojego ukochanego króla. Bangkok był więc opanowany przez żałobników z całego kraju, chcących pożegnać władcę. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że były to całe pielgrzymki. Oczywiście ich głównym punktem była wizyta w pałacu, przez co kolejka do kasy była niemiłosiernie długa. Przed pałacem odbywały się także główne uroczystości żałobne, przez co gromadziły się tam prawdziwe tłumy. Podczas kolejnej wizyty w Bangkoku na pewno się tam udamy.




China Town i Patpong 

 

Po szybkim prysznicu w hostelu i kolacji na Khao San wyruszyliśmy skosztować życia nocnego Bangkoku. Najpierw tuk tukiem pojechaliśmy do dzielnicy chińskiej - musiałam to zrobić z sentymentu :-) Jak wszędzie w Bangkoku, i tam było tłoczno. Choć sama dzielnica nie jest specjalnie atrakcyjna wizualnie, warto się tam udać, by za grosze skosztować kuchni chińskiej. My skusiliśmy się na deser - dou cha bao, czyli kluseczki drożdżowe nadziewane pastą z fasoli - i popędziliśmy na nocny targ na Patpong, czyli do dzielnicy rozpusty ;) Bo oprócz straganów ze wszystkim i niczym, jak na Khao San, Patpong jest także mekką barów i klubów nocnych. To tam weźmiecie udział w słynnym Ping Pong Show (uwaga na oszustów!) czy skosztujecie masażu "z dodatkiem", jeśli oczywiście będziecie chcieli ;) Generalnie Patpong jest znany jako dzielnica czerwonych latarni i pełno tam roznegliżowanych, atrakcyjnych kobiet. Ceny są tam jednak nieco wyższe.




Chatuchak Bazar

 

Następnego dnia do południa wybraliśmy się na jeden z największych targów na świecie - targ weekendowy Chatuchak. Myślałam, że po chińskich bazarach nic mnie nie zaskoczy, a jednak Chatuchak jest ogromny. Zajmuje powierzchnię ok. 100 tys. m2 i jest podzielony na 27 sekcji. Kupicie tam wszystko. My przed samolotem na Krabi mieliśmy tam zaledwie chwilę. Wystarczyło jednak na zakup pamiątek - jedwabnego szalu, herbat czy cotton balli w super cenie. Chatuchak czynny jest w soboty i niedziele od 6 do 18.00. Dojedziecie tam kolejką BTS (Mo Chit), metrem (Kamphaeng Phet), autobusem, lub taksówką.



poniedziałek, 11 września 2017

Wyprzedaż w WizzAir! Taniej nie będzie... :)



Należycie do WIZZ Discount Club i nie byliście jeszcze na wakacjach? Świetnie się składa! Tylko dziś możecie zabukować loty z 20% zniżką.

Promocja trwa do końca dzisiejszego dnia i obejmuje podróż do 29 października 2017. Zniżka dotyczy podatków, opłat obowiązkowych oraz małego bagażu podręcznego, ale nie obejmuje opłaty administracyjnej. Tym razem warto więc skupić się na nieco droższych kierunkach, bo rabat będzie większy :)

Wyszukałam dla Was kilka interesujących kierunków w najniższych cenach:

GDAŃSK - BRUKSELA 96 zł, dużo terminów we wrześniu i październiku, także tych weekendowych
GDAŃSK - BILLUND 76 zł, dużo terminów we wrześniu i październiku, także tych weekendowych
GDAŃSK - PARYŻ 116zł, termin: 9-13.10
GDAŃSK - BARCELONA 212zł, termin: 8-18.10
GDAŃSK - REYKJAVIK 245zł, termin: 13-23.10
GDAŃSK - LONDYN 76 zł, dużo terminów we wrześniu i październiku, także tych weekendowych

KATOWICE - PARYŻ 100 zł, terminy na początku października
KATOWICE - BARCELONA 196zł, 9-18.10
KATOWICE - MALTA 196 zł, termin: 20-27.10
KATOWICE - LONDYN 122 zł, sporo terminów w październiku
KATOWICE - BARI 124 zł, termin: 03.10-10.10, inne terminy nieco droższe
KATOWICE - BOLONIA 124zł, termin: 2-7.10
KATOWICE - SYCYLIA 196zł, termin: 10-19.10
KATOWICE - MEDIOLAN 96zł, sporo terminów we wrześniu i październiku

POZNAŃ - PARYŻ 96 zł, termin: 8-11.10, 11-18.10,
POZNAN - BARCELONA 180 zł, termin: 11-18.10
POZNAŃ - LONDYN 84 zł, sporo terminów w październiku

WARSZAWA - BRUKSELA od 76 zł, dużo terminów w październiku
WARSZAWA - NICEA 148 zł, 5-12.10, 10-14.10, 19-26.10, 24-28.10
WARSZAWA - PARYŻ 89 zł, termin: 8-11.10
WARSZAWA - LONDYN od 84 zł, sporo terminów od października
WARSZAWA - MEDIOLAN sporo terminów w październiku od 76 zł do 100 zł

WROCŁAW - LONDYN od 100 zł, sporo terminów w październiku

Dajcie znać, co udało Wam się upolować!

sobota, 9 września 2017

Tajlandia - informacje praktyczne. Pogoda, pieniądze, szczepienia, transport i więcej



Dawno mnie tu było. W tym czasie zdążyłam się "usamodzielnić" - skończyłam studia, zaczęłam pełnoetatową pracę, a nawet zmieniłam stan cywilny :) Podróżuję też więcej i dalej, dlatego postanowiłam wrócić do blogowania.

Pierwszą rocznicę ślubu i moje 24 urodziny obchodziliśmy w Tajlandii - konkretnie w Bangkoku i na Krabi. Ten kierunek chodził za mną od dawna. Przede wszystkim dlatego, że bardzo chciałam pokazać mężowi Azję, a Tajlandia jest zdecydowanie najlepsza na rozpoczęcie przygody z tą stroną świata. Po drugie - obydwa święta przypadają na jesień w Polsce, więc po prostu polecieliśmy tam, gdzie w tym okresie słońca nie brakuje. Ale od początku.

POGODA W TAJLANDII - KIEDY NAJLEPIEJ JECHAĆ?

Na to pytanie chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W Tajlandii panuje klimat tropikalny, który teoretycznie dzieli się na porę suchą i deszczową, jednak w ostatnich latach anomalia pogodowe sprawiły, że nie do końca ma to pokrycie w rzeczywistości.

Czasem słońce...


Pora deszczowa rozpoczyna się w Tajlandii na przełomie maja i czerwca i trwa do końca października. Na wybrzeżu andamańskim występują wtedy szczególnie obfite opady deszczu. Trzeba pamiętać, że w tym czasie niektóre parki narodowe mogą być zamknięte. Jest to także niski sezon turystyczny, co oznacza, że część hoteli może być nieczynna. Największe opady występują w sierpniu i wrześniu, ale umówmy się - pora deszczowa nie oznacza, że będzie lało cały dzień. Opady w Tajlandii są zazwyczaj intensywne, ale krótkotrwałe. Plusem podróży w tym czasie są na pewno niższe ceny, zarówno biletów lotniczych, jak i życia na miejscu.

Pora sucha, określana także chłodną, rozpoczyna się w listopadzie i trwa do lutego. Wybierając się do Tajlandii w tym okresie możemy liczyć na stosunkowo niewielkie opady i przyjemne temperatury 28-32 st. Na te miesiące przypada sezon turystyczny, który nasila się zwłaszcza w okolicach świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. W tym okresie ceny są najwyższe.

... czasem deszcz :)

Z mojego doświadczenia i z opowieści znajomych wynika, że tak naprawdę nie ma najlepszego i najgorszego czasu na odwiedzenie Tajlandii. Prawie zawsze trafi nam się chociażby przelotny deszczyk, po którego przejściu wyjdzie słońce. My byliśmy w Tajlandii w listopadzie, czyli teoretycznie w okresie zmiany pór, który może przynieść niespodzianki pogodowe. Tymczasem w Bangkoku przez trzy dni nie spadła ani kropelka deszczu, a z bezchmurnego nieba lał się prawdziwy żar. Pogoda na Krabi (wybrzeże południowo-zachodnie) czasami płatała nam figla. Od rana zawsze było piękne słońce, przelotne opady deszczu pojawiły się kilka razy w godzinach popołudniowych. Dwa razy wieczorem zdarzyło się także, że lało jak z cebra. W ciągu 15 minut spadło tyle wody, że ulice dosłownie pływały. Znajoma, która była w Tajlandii w styczniu, czyli teoretycznie w szczycie sezonu, słońca nie doświadczyła. Padało przez cały pobyt. Inna koleżanka wybrała się na Phuket w porze deszczowej i nie padało ani razu. To taka trochę loteria :)

BILETY I WIZA

Każda podróż zaczyna się w głowie, ale to kupienie biletów sprawia, że staje się ona rzeczywistością. My planowaliśmy wycieczkę do Tajlandii na listopad, więc za lotami zaczęłam rozglądać się w lipcu, a już w sierpniu bilety lotnicze były w moich rękach. Traf chciał, że linie lotnicze Gulf Air z Bahrajnu (wcześniej nic o nich nie słyszałam) miały akurat świetną promocję. Loty ze Stambułu do Bangkoku i z powrotem do Londynu kosztowały jedynie 960 złotych. Po doliczeniu przelotów z Warszawy do Turcji (przez Kijów) i z Londynu do Poznania, cała podróż wyniosła ok. 1300 złotych. Jak na tę porę roku i loty rezerwowane z komfortowym wyprzedzeniem to naprawdę niezła cena. I, co dla nas także było ważne, po drodze zdołaliśmy zwiedzić Stambuł i zrobić szybkie zakupy w Londynie :) Z Bangkoku lecieliśmy lokalnymi liniami NOK Air na Krabi. Za bilety w dwie strony zapłaciliśmy 200zł/os.


Nieco mniej uciążliwe połączenia z Warszawy do Bangkoku zdarzają się za ok. 1600 zł w dwie strony (zwłaszcza w noworocznych promocjach Qatar Airways i Emirates). Tak naprawdę wszystkie loty z Polski kosztujące poniżej 2000 złotych uznawane są przez portale branżowe za atrakcyjną ofertę, zwłaszcza jeśli to lot bezpośredni (czarterowy) lub z jedną przesiadką. Każdy ma jednak swój próg "akceptowalności ceny".

Od sierpnia 2011 roku posiadacze polskiego paszportu nie potrzebują wizy, jeśli jest to wyjazd turystyczny do 30 dni. Warto pamiętać jednak, że bilet podczas przekraczania granicy paszport musi być ważny minimum sześć miesięcy. Teoretycznie wymagane jest też posiadanie biletu powrotnego oraz równowartości 10 tys. bahtów na osobę. W praktyce jednak nikt tego nie sprawdza.

PIENIĄDZE

W Tajlandii płacimy bahtami. Obecny przelicznik to 1thb = 0,10zł. Z wymienieniem pieniędzy nie będziecie mieli żadnego problemu. Zrobicie to na lotnisku, w bankach i kantorach, które znajdują się niemalże na każdej ulicy. Nie ma większej różnicy, w którym z tych miejsc to zrobicie. Tak samo bez znaczenia jest, którą walutę ze sobą weźmiecie - euro czy dolary. Ja na krabi wymieniałam nawet chińskie juany, które zalegały mi w domu ;) Jedyne, na co musicie zwrócić uwagę, to by zabrać ze sobą nowe dolary, czyli te wydawane od 2013 roku. Tych starych w Azji często nie chcą przyjmować, ze względu na liczne próby ich podrobienia.
Ceny w Tajlandii są atrakcyjne nawet w szczycie sezonu, ale o tym będzie osobny post.

SZCZEPIENIA

Szczepienia przed wyjazdem nie są wymagane, ale zalecane. Warto więc rozważyć następujące szczepionki:

  • wirusowe zapalenie wątroby typu A
  • wirusowe zapalenie wątroby typu B
  • błonica
  • tężec
  • krztusiec

Szczepienie na wzw typu B w Polsce jest obowiązkowe. Większość z Was w liceum była też szczepiona na tężec i błonicę, trzeba jednak pamiętać, że szczepienie to po 10 latach trzeba powtórzyć. Osobiście nie szczepiliśmy się na nic więcej, przede wszystkim dlatego, że trochę za późno zaczęliśmy się tym interesować. Wam jednak polecałabym wykonać szczepienie na dur brzuszny i wzw typu A. Przede wszystkim po to, żebyście podczas wymarzonego urlopu nie musieli się martwić ewentualnymi chorobami.

W Tajlandii istnieje też ryzyko zarażenia malarią, zwłaszcza w zalesionych rejonach wiejskich przy granicy z Kambodżą, Laosem i Birmą. Niewielkie ryzyko zarażenia występuje także w dystryktach Phang Nga i Phuket. 

Przed malarią możecie się chronić, zażywając lek Malarone kilka dni przed wyjazdem, podczas pobytu oraz tydzień po powrocie. Receptę bez problemu wypisze Wam lekarz rodzinny, opakowanie 12 szt. tabletek kosztuje ok. 150 zł.  My Malarone także nie zażywaliśmy, choć receptę mieliśmy. Nie zdecydowaliśmy się przede wszystkim dlatego, że nie planowaliśmy wypadów w "dzikie" rejony Tajlandii. Na miejscu stosowaliśmy jedynie lokalne repelenty. Przed wyjazdem możecie się także zaopatrzyć w repelent MUGGA DEET 50 % - to chyba najlepszy "odstraszacz" komarów dostępny na polskim rynku. Warto się także zaopatrzyć w moskitierę, bo nie wszędzie będzie ona na wyposażeniu pokoju.

Przed wyjazdem bardzo obawiałam się komarów na miejscu, ale na szczęście okazało się, że niesłusznie. Przez dwa tygodnie zostaliśmy pokąsani zaledwie kilka razy i to bez zachowywania szczególnych środków ostrożności. Komarów właściwie nie widzieliśmy, ale to oczywiście nie znaczy, że ich nie ma. Zdecydowanie lepiej dmuchać na zimne.

Warto też wspomnieć, że w Tajlandii istnieje ryzyko zarażenia dengą - inną chorobą przenoszoną przez komary, która objawia się przede wszystkim wysoką gorączką z towarzyszącą jej wysypką. Na dengę nie ma szczepionki ani leków uodparniających, można się przed nią jedynie chronić, stosując repelenty, moskitiery i nosząc odzież z długimi rękawami i nogawkami. Warto zauważyć, że dengę przenoszą inne komary niż malarię. Są większe, w biało-czarne paski i głównie żerują za dnia.

TRANSPORT

Odległości w Tajlandii są spore, dlatego podczas przemieszczania się po kraju wybraliśmy samolot - szkoda nam było kilkunastu godzin na podróż pociągiem czy autobusem. Zwłaszcza, że loty po Azji są w naprawdę atrakcyjnych cenach.

Autobusami poruszaliśmy się po Bangkoku. To najtańszy środek transportu - ceny wahają się od 6 do 20 bahtów w zależności od tego, czy będzie to autobus klimatyzowany czy nie, czy to prywatny przewoźnik czy miejski. Bilet kupicie na pokładzie. Korzystanie z autobusów nie jest jednak proste, nawet jeśli znajdziecie odpowiedni przystanek i znacie numer autobusu, do którego powinniście wsiąść. Autobusy czasami po prostu nie przyjeżdżają ;)

Przejażdżka tuk-tukiem to obowiązkowa atrakcja do zaliczenia. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że jest droższa od taksówki, choć podobno miejscowych kosztuje to trzykrotnie mniej niż taxi. Ale jak wszędzie na świecie, na turystach trzeba zarobić :) Ceny zależą od Waszych umiejętności negocjacji.

Jeśli decydujecie się na taksówkę, koniecznie pamiętajcie, by poprosić o włączenie taksometru. Tak jest po prostu taniej i macie pewność, że nie zostaniecie oszukani. Trasa 7 km wyniesie Was ok. 100-120 bahtów.

Skuterem jeździliśmy po Krabi. W naszym hotelu wynajęcie go na cały dzień kosztowało 200 bahtów - niewiele, a wrażenia niezapomniane. Zatankowaliśmy nasz wóz za całe 9 złotych i wystarczyło nam to na cały dzień i przejechanie kilkudziesięciu kilometrów. Pamiętajcie tylko, że w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny!

Jeśli coś mi umknęło, pytajcie śmiało w komentarzach!


środa, 4 września 2013

-20% w Wizzair!





Tylko dzisiaj bilety na Wizzair.com możecie zakupić 20% taniej. Czy warto? To zależy. Ceny nie są jakieś rewelacyjne, jednak jeśli i tak planowaliście podróż, jest dobry czas na zakup biletów. 

Z ciekawszych kierunków i cen:


  • Warszawa

Barcelona za 202PLN (1-6.12)
Kutaisi za 202PLN (1-4.12)
Liverpool za 170PLN (1-4.12)
Londyn za 186PLN (2-4.12)
Paryża za 170PLN (17-24.10)
Rzym za 202PLN (9-12.12)
Tel Awiw 506PLN (10-14.12)




  • Wrocław

Londyn za 186PLN (17-23.10), kilka terminów także za 202PLN
Paryż za 122PLN (1-5.12), 138PLN (24-28.11) oraz 186PLN (październik i listopad)




  • Poznań

Londyn za 186PLN (17-22/23.10, 3/4/5/6-9.12)
Paryż za 186PLN (20-23.10), 138PLN (1-4.12, 11-15.12), 154PLN (8-11.12)


Pamiętajcie, że w Wizzair obowiązuje mniejszy bagaż podręczny!



czwartek, 29 sierpnia 2013

Jak nie złapać się na dodatkowe opłaty w Ryanair

Jako że nacięłam się dzisiaj kupując bilety na Ryanair.com, małe ostrzeżenie dla Was. 

Problem polega na tym, że bilet wystawiany jest w złotówkach, płacimy w złotówkach i na bilecie, potwierdzeniu, dosłownie wszędzie kwota się zgadza. Nie zgadza się tylko na... wyciągu z banku! Moje zdziwienie dzisiaj było spore, gdy zamiast kwoty 312PLN z mojego konta zniknęło o 45PLN więcej! Dlaczego tak się stało? Poniżej wklejam odpowiedź jednego z internautów, który pomógł mi tę zagadkę rozwiązać i podpowiedział, jak uniknąć dodatkowej opłaty:

"Kilka dni temu pisano już o tym. Rayanir obciąża Twoją kartę VISA przewalutowując złotówki na euro a potem ponownie na złotówki, stosując przy tym zawyżony kurs wymiany. Przy rezerwacji, zaraz przed płatnością powinieneś odkliknąć małe okienko, które automatycznie jest "za Ciebie" klinięte, przez co nie jestes nawet świadomy że na to podwójne przewalutowanie się zgadzasz. (Po podaniu danych karty pojawi się kwota w PLN a obok kwota w euro, w nawiasie. Klikając tę kwotę dostaniesz (mało czytelną) informację nt. tej procedury i na dole powieneś odkliknąć okienko, które mówi o tym, że się na przewalutowanie zgadzasz)."

Tak więc bądźcie ostrożni, to zdecydowanie nieuczciwe zagranie ze strony linii lotniczych.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Chińskich spostrzeżeń kilka...


Po sześciu tygodniach spędzonych w Chinach i wciąż sześciu przede mną, nadeszła pora na opisanie kilku spostrzeżeń.

1. Coś co mnie chyba najbardziej zaszokowało - prawie żadna kobieta tu nie goli nóg oraz pach!!! Ja rozumiem, że to inna kultura, że tu bardziej ceni się naturalność (mało która pani na ulicy ma nałożony makijaż), ale jednak dla mieszkańca Europy, gdzie nagonka na gładkie ciało jest ogromna, nadal szokiem jest, gdy w autobusie lub metrze spotykam nienagannie ubraną dziewczynę z włosami na nogach :)

2. Na ulicy musisz walczyć o przetrwanie. Nie ważne czy jesteś kierowcą samochodu, skutera, roweru czy najzwyklejszym pieszym. Nie obowiązują tu chyba żadne przepisy drogowe. Jesteś pieszym i masz zielone? Nie szkodzi, i tak lawirować musisz pomiędzy rozpędzonymi taksówkami czy skuterami (których swoją drogą jest tu całe mnóstwo). Każdy trąbi na każdego, ale co dziwne, zachowuje przy tym stoicki spokój. 

3. Jeśli jesteś biały, dla dużej większości miejscowych jesteś zapewne większą atrakcją turystyczną niż zwiedzany właśnie Wielki Mur. Co więcej, dla Chińczyka lepszą okazją do zrobienia pamiątkowego zdjęcia jest tablica z napisem co to za miejsce, niż obiekt sam w sobie :)

4. Monety. Gdzie są chińskie monety?! Przez pierwsze dwa tygodnie pobytu tutaj myślałam, że chińska waluta w ogóle ich nie ma! Zamiast monet używane tu są banknoty w różnych rozmiarach. Monety oczywiście też są, tyle tylko, że prawie nikt z nich nie korzysta. 

5. Targować się można niemal o wszystko i wszędzie. Hotel? Żaden problem, udało się utargować ze 100MB za noc na 40. Taksówka? Ależ oczywiście, że da się taniej. Jeśli traficie na odpowiednią osobę może Wam się udać nawet przejechać za darmo, musicie się tylko trochę wysilić i uwieść kierowcę swoim wspaniałym chińskim (wypróbowane ;-)).

6. Bardzo dużo produktów w supermarketach jest przeterminowanych, zwłaszcza nabiału (jogurty, mleko). Warto więc zwracać na to uwagę, jeśli nie chcemy skończyć z rozstrojem żołądka.

7. Ceny produktów na wagę podawane są najczęściej za 500g. Pamiętajcie o tym, żeby przy kasie nie było niespodzianki.

8. Chińczyk uwielbia jeść na mieście. Czy to śniadanie, obiad czy kolację. I nie ma się co dziwić, ceny tu są naprawdę bardzo przyjemne. Dla przykładu bardzo duża (jak dla mnie) miska makaronu z pomidorami i całkiem sporym jajkiem sadzonym to wydatek rzędu 5-8RMB, czyli od 2,5 do 4 PLN. 

9. Wszędzie są dzieci. Naprawdę, jest ich pełno. A te najmniejsze latają w portkach rozprutych w kroku, żeby łatwiej było załatwić potrzebę. A wierzcie mi, swoje potrzeby załatwiają dosłownie WSZĘDZIE.

10. Ameryki tym nie odkryję, ale Chinki naprawdę unikają słońca. Mocne kremy z filtrem, kapelusze z szerokim rondem czy parasole chroniące przed słońcem to tutaj codzienność. A jest się przed czym chronić, słońce rzeczywiście daje tu popalić.

Dzisiaj trochę pisaniny, mam nadzieję, że niedługo zaskoczę Was jakąś supertanią ofertą na loty :-)


sobota, 17 sierpnia 2013

Marsylia za 168PLN!





Mamy tu jakichś fanów bagietek i wina? Oby, bo bilety lotnicze do Marsylii w całkiem przyjemnych cenach można właśnie zakupić na ryanair.com. Loty za 168PLN w dwie strony dostępne są z Warszawy przez niemal cały październik. Poniżej przykładowa rezerwacja:




O tej porze roku temperatura na Lazurowym Wybrzeżu wciąż jest sprzyjająca nie tylko zwiedzaniu, ale też kąpielom w morzu (temperatura wody to ok. 18 stopni, czyli tyle samo, ile latem w Bałtyku ;-)).


środa, 14 sierpnia 2013

Jak to wszystko się zaczęło ;-))

Znów przez pewien czas nie miałam dostępu do platformy bloggera... Mam nadzieję, że tym razem wszystko będzie już ok.

Zatem po tej dość długiej nieobecności powrócę przede wszystkim z serią wpisów z Chin. Pierwszy post, może trochę przydługi, poświęcony temu, jak się tutaj w ogóle znalazłam :-)

Podróż do Chin to dla mnie tak naprawdę podróż pierwszych razów. Kiedy w połowie grudnia ubiegłego roku podjęłyśmy z koleżanką ze studiów decyzję o wakacyjnym wyjeździe do Państwa Środka, tak naprawdę nie wierzyłam w to, że tu wyląduję. Zdecydowałyśmy się na pracę jako au pair, a nasz wybór padł na chińską agencję HHS Center. Agencja ta współpracuje także z polską agencją opiekunek Prowork, jednak my, rasowe oszczędne poznanianki, stwierdziłyśmy, że warto zaoszczędzić 750zł, które musiałybyśmy uiścić za pośrednictwo, i rekrutować się bezpośrednio w chińskiej agencji ;-) Rozpoczął się bardzo długi proces wypełniania wniosków, kompletowania dokumentów i czekania. Kiedy więc pierwszego kwietnia otworzyłyśmy nasze skrzynki odbiorcze i zobaczyłyśmy, że znaleziono nam rodziny i to w tym samym mieście – Pekinie – nie posiadałyśmy się ze szczęścia.


Okazało się jednak, że nic nie przychodzi łatwo, przynajmniej mnie, i moja host family z przyczyn losowych musiała zrezygnować z goszczenia mnie u siebie. Zatem cała zabawa z dopasowywaniem mi rodziny rozpoczęła się na nowo. Muszę przyznać, że na tym etapie naprawdę straciłam już wiarę w jakikolwiek wyjazd, aż tu nagle po półtora miesiąca oczekiwania ponownie ujrzałam w skrzynce upragniony mail zatytułowany „host family info”. Wierzcie mi lub nie, ale z biciem serca przeglądałam informacje o mojej przyszłej chińskiej rodzinie w przerwie między zajęciami ;-) Wszystko było idealnie – młoda para z uroczym trzyletnim synkiem – poza małym faktem – mieszkają w Chengdu, czyli ze wspólnych wakacji w Pekinie nici. Nie przejęłam się tym jednak ani trochę, zwłaszcza, że rodzina w planach miała trzytygodniowe wakacje w USA, do uczestniczenia w których zostałam zaproszona. To było jak spełnienie najskrytszych marzeń! I to tu dopiero zaczęła się zabawa! Składanie wniosku o wizę do Chin (z uzyskaniem której praktycznie nie ma problemów) oraz Stanów, rozmowy w konsulacie USA – to był istny koszmar! W gruncie rzeczy dziwię się, że przez ten czas jeszcze nie osiwiałam. Pierwszą rozmowę w konsulacie wyznaczoną miałam na 20.06, bilet na samolot do Chin kupiony miałam z datą 28.06. Było to absolutne minimum, które potrzebowałam na odebranie paszportu z ambasady w razie otrzymania wizy. No właśnie, w razie jej uzyskania, bo oczywiście nic takiego się nie stało. Po serii pytań na temat mojej chińskiej rodziny odmówiono mi wydania wizy z zastrzeżeniem, że dostanę ją, gdy prześlę dodatkowo kserokopie paszportów moich gospodarzy. Rozpatrzenie ponowne wniosku miało trwać dwa dni robocze. Ok, myślę sobie, nadal mam czas. Tego samego dnia przesłałam wymagane dokumenty i czekałam. Czekałam jeden dzień, czekałam drugi, trzeci i czwarty. I nic. Na dzień przed wylotem, gdy wszystkie walizki miałam już spakowane, razem z moją host family postanowiliśmy, żebym anulowała bilet i poczekała jeszcze kilka dni, a nuż odezwą się z ambasady, a oni kupią mi nowy bilet lotniczy gdy sprawa się wyjaśni.


Pewnie wyobrażacie sobie jak bardzo nerwowa byłam już wtedy. I rzeczywiście, kilka dni później dostałam telefon z ambasady – mam zabrać paszport i stawić się za dwa dni na ponowną rozmowę w konsulacie. Widzielibyście moją minę, gdy po dwóch godzinach oczekiwania na swoją kolej uroczy Amerykanin wręczył mi kartkę z odmową przyznania winy, bo, jak to ładnie określono, „charakter w jakim będę współpracować z moją chińską rodziną nie upoważnia mnie do uzyskania turystycznej wizy do USA”. Cóż, wszyscy byli pewni, że dostanę tę wizę. W końcu po co mieliby mnie wzywać do Warszawy tylko po to, aby powiedzieć „nie”? Jednak tak właśnie się stało, więc do domu wracałam rozżalona, zapłakana i z poczuciem, że zostałam oszukana. Tego samego dnia wieczorem, po powrocie ze stolicy, miałam już kupiony bilet w dwie strony do Chin. Na godzinę 13 następnego dnia, w dodatku z Warszawy! Po tygodniowym pobycie w domu walizkę miałam praktycznie rozpakowaną, więc nie życzę nikomu, aby przeżywał to co ja, gdy o godzinie 20 dowiedziałam się o locie i zaczęłam pakować ją na nowo na trzymiesięczny wyjazd ;-) Godzinę później siedziałam już w samochodzie w drodze do Poznania, skąd w nocy miałam pociąg do Warszawy, myśląc, że moja azjatycka rodzina naprawdę jest szalona.


I to tu właściwie zaczyna się moja chińska przygoda z pierwszymi razami. Pierwszy raz rozstawałam się z rodziną i chłopakiem na dłużej niż trzy miesiące. Pierwszy raz leciałam samolotem dłużej niż cztery godziny. Pierwszy raz leciałam samolotem SAMA. Tak naprawdę pierwszy raz w życiu miałam także pracować jako opiekunka do dziecka (teoretycznie pomagać tylko w nauce języka, jednak w przypadku trzylatka rozróżnienie to nie jest takie wyraźne). Wszystkie te pierwsze razy spotkały mnie zanim w ogóle poznałam osobiście moją nową rodzinę. Później było już tylko lepiej i choć moja przygoda z Chinami trwa już prawie półtora miesiąca, codzienność tutaj nadal jest świeża, nowa, przepełniona pierwszymi razami ;-)) Do przeczytania w następnej części opowieści o moim chińskim śnie!
Jeśli chcielibyście uzyskać więcej informacji na temat agencji, dzięki której tu jestem czy całego programu au pair - piszcie śmiało ;-)



środa, 17 lipca 2013

-20% w Wizzair i świetna opcja na tani Egipt ;-))





Dobra wiadomość dla mieszkańców Warszawy i okolic!

Dziś w Wizz Air zniżka 20% na wyloty ze stolicy!

Jest to zatem świetna okazja na zakupienie biletów w promocyjnej cenie jeszcze na wakacje. Albo - zakup biletów na jesień do gorącej egipskiej Hurghady, do której przewoźnik uruchamia połączenia już pod koniec października! 

Bilety zaraz na początku listopada za 538PLN! 




Kto chętny na wakacje pod palmami? ;-))

Bilety rezerwujemy na stronie www.wizzair.com




wtorek, 16 lipca 2013

China finally!

Kochani, post na szybko, dopóki mam dostęp do bloggera.

Od dwóch tygodni jestem w Chinach, stąd brak aktywności na blogu. Niestety nie działa tu większość stron. Do Polski wracam 3 października, więc możliwe, że dopiero wtedy blog będzie ponownie aktywny. O wylocie dowiedziałam się na... 12 godzin przed odlotem samolotu, więc była to trochę "niespodzianka" ;-))

Przesyłam Wam zdjęcie z Chengdu - mojego domu na najbliższe dwa i pół miesiąca. Więcej po powrocie! 

Trzymajcie się ciepło i nie zapomnijcie o mnie przez ten czas! Najbliższy post być może z Singapuru, jeśli uda nam się tam wybrać ;-))


Nie dajcie się zwieść pozorom - jest parno i duszno! Mimo światło nie najlepsze do zdjęć...




sobota, 29 czerwca 2013

Tanie loty do Marsylii! ;-)





Na pewno mamy tu miłośników bagietek i wina, w związku z czym mam dla Was ofertę na bardzo tanie loty do Marsylii. Na dodatek jeszcze we wrześniu, kiedy pogoda jest idealna zarówno na opalanie i kąpiele, jak i zwiedzanie.




Bilety w świetnej cenie oferuje z Warszawy-Modlina Ryanair. Za bilety w dwie strony zapłacimy jedynie 208PLN. Dostępne terminy wylotów to 4, 11 oraz 18 września, a powrotów: 11,18 oraz 25 września. Będziemy mogli spędzić zatem w tym malowniczym miejscu co najmniej tydzień :-)

Jaka szkoda, że sama nie mogę skorzystać z oferty!



wtorek, 25 czerwca 2013

Perła orientu zimą za 363PLN!









Warto pomyśleć już o wakacyjnych planach na styczeń - to właśnie teraz jest najlepsza pora! ;-))

Co powiecie na temperaturę powyżej 20 stopni, kiedy w Polsce śnieg, temperaturę wody wyższą niż w Bałtyku latem i wszechogarniającą feerię barw? Tak, dobrze myślicie, dziś mam dla Was tanie przeloty do Maroka, a konkretniej do Agadiru.




Przeloty z Berlina w styczniu już za 363PLN! Oferta idealna zatem dla mieszkańców zachodniej Polski, choć mieszkańcy miast na trasie Polskiego Busa także tanio dostaną się na lotnisko (autobus zatrzymuje się także na lotnisku Berlin-Schoenefeld)

Bilety do kupienia na stronie easyJet.com




Bilety w tej cenie uzyskamy, stosując tzw. patent krakowski . Cały szkopuł polega na tym, że najpierw wybieramy obojętnie jaki lot z Krakowa, następnie klikamy "Dodaj więcej lotów" (przycisk pod "ceną końcową"), wybieramy interesującą nas trasę i usuwamy lot z Krakowa. Oszczędzamy w ten sposób na przewalutowaniu, około 30PLN.

Dwutygodniowy pobyt na miejscu daje nam możliwość zwiedzenia niemal całego państwa! :-)




niedziela, 23 czerwca 2013

Wyprzedaż świętojańska w LOT ;-))




Ruszyła dziś najnowsza promocja polskiego przewoźnika LOT z okazji Nocy Świętojańskiej - do -50% od wartości taryfy. Promocja potrwa do jutra, tj. do poniedziałku do godziny 24. 

Bilety promocyjne obejmują okres podróży od 1.07.2013 do 15.12.2013. Minimalny czas pobytu wynosi trzy dni lub do pierwszej niedzieli po przylocie. 

W dobrej cenie między innymi Nowy Jork 1798PLN i Chicago za 1859PLN. Plus loty te wykonywany są słynnym dreamlinerem ;-)) 

Pozostałe kierunki:
  • Bukareszt 450 PLN (listopad - grudzień)
  • Dusseldorf 578 PLN (listopad - grudzień)
  • Frankfurt (z Wrocławia) 331 PLN (lipiec - sierpień)
  • Hamburg 401 PLN (lipiec - sierpień)
  • Kopenhaga 401 PLN (listopad - grudzień)
  • Londyn 502 PLN (listopad - grudzień)
  • Mediolan 431 PLN (lipiec - sierpień)
  • Monachium (z Poznania) 333 PLN (listopad - grudzień)
  • Moskwa 601 PLN (listopad - grudzień)
  • Odessa 390 PLN (listopad - grudzień)
  • St. Petersburg 550 PLN (listopad - grudzień)
  • Wiedeń 401 PLN (lipiec - sierpień)
  • Zurych 333 PLN (listopad - grudzień)
  • Chicago 1848 PLN (wrzesień - grudzień)
  • Nowy Jork 1798 PLN (wrzesień - grudzień)
Bilety do kupienia na www.lot.pl najlepiej wyszukiwać w opcji +/- 7 dni.

Udanych łowów! ;-)

wtorek, 11 czerwca 2013

Sposób na tani nocleg - część druga





Było już o couchsurfingu (o, tutaj), teraz przyszła kolej na nieco inną formę noclegu. Słyszeliście o stronie www.airbnb.com? Jest to takie miejsce w sieci, w którym ludzie z całego świata oferują na wynajem swoje mieszkania/pokoje zarówno turystom, jak i tym, którzy w danym miejscu chcą zatrzymać się na dłużej.

Jest to zdecydowanie świetna opcja dla osób podróżujących grupą (z każdą osobą koszty maleją ;-)) oraz dla tych, którzy wyjątkowo mocno cenią sobie prywatność, własną łazienkę i kuchnię. 

Dlaczego ten sposób na nocleg jest tak wyjątkowy? Bo za cenę noclegu porównywalną do tych w hostelach może nam się trafić naprawdę świetna lokalizacja, dwa kroki od największych atrakcji miasta, do którego się udajemy. 

Oczywiście ceny mieszkań do wynajęcia w tych najatrakcyjniejszych miejscach często są wysokie, choć zdarzają się okazję. Ja ze swojej strony mogę zaproponować poszukanie noclegu na obrzeżach miasta lub nawet w pobliskich miejscowościach - cena może być nawet dwukrotnie niższa a dojazd w obrębie aglomeracji jest zawsze świetny.

Do kwoty jaką należni będziemy naszemu gospodarzowi doliczana jest na airbnb opłata serwisowa w wysokości 6-12% wartości rezerwacji. Im wyższa podsuma rezerwacji, tym mniejszy procent opłaty serwisowej jest naliczany.

Korzystaliście kiedyś z tej opcji noclegu? Ja z pewnością podczas następnej podróży ze znajomymi zdecyduję się na tę formę ;-)

niedziela, 9 czerwca 2013

Świetna opcja na Nowy Rok w Izraelu!





Nie macie jeszcze planów na Sylwestra? Nic dziwnego, w końcu większość z nas jest obecnie na etapie planowania wakacji ;-) Warto jednak już o tym pomyśleć, zwłaszcza jeśli na horyzoncie pojawiły się bilety lotnicze w świetnej cenie do Tel Awiwu. Kto nie chciałby spędzić tego okresu w miejscu, w którym temperatura na pewno przekroczy 0 stopni Celsjusza? :-)




Bilety w cenie 159,59EUR na wyloty z Pragi (świetna opcja dla mieszkańców Polski południowo-zachodniej, tanio dostaniemy się tam pociągiem lub Polskim Busem) dostępne nie tylko na termin świąteczno-noworoczny, ale także od listopada do marca. Każdy znajdzie coś dla siebie :-))

Bilety rezerwujemy na stronie airtickets.pl, lot obsługują izraelskie linie El Al Israel Airlines.



środa, 5 czerwca 2013

Portugalia i słoneczne Faro w świetnej cenie!




Komu marzą się wczasy w przepięknej Portugalii i ma trochę czasu wolnego na przełomie czerwca i lipca? Ta oferta jest w sam raz dla Was! Świetne ceny na przeloty czarterowe z Poznania do Faro na południu kraju za jedyne 397PLN. Dlaczego cena jest świetna? Bo w cenę biletu wliczony mamy bagaż nadawany 20kg a lot jest bardzo wygodny, bez żadnych przesiadek! ;-))





Zatem jak widzicie, warto się pośpieszyć, w najlepszych cenach zostało już niewiele miejsc.



piątek, 31 maja 2013

Malediwy za niecałe 2000PLN!





Jeśli nadal zastanawiacie się gdzie spędzić zasłużony urlop i marzy Wam się miejsce w stu procentach egzotyczne, ta oferta jest dla Was! Bardzo dobre ceny na przeloty z Pragi do Male na Malediwach oferują obecnie niemieckie linie lotnicze Condor. 

Wyloty z Pragi za świetne 464,98EUR, z Warszawy, Gdańska i Wrocławia 80EUR drożej. Wyloty na przełomie czerwca i lipca, poniżej kalendarz dostępności cen. 






Loty odbywają się z wygodną przesiadką we Frankfurcie. Do Pragi tanio dostaniemy się Polskim Busem czy pociągiem.

Bilety do kupienia na www.condor.de , loty natomiast wykonywane są przez Lufthansę oraz Condor.